Dwa tygodnie po przekroczeniu roku w trzeźwości
Leżąc wieczorem w łóżku, długo rozmyślałem o tym, jak wiele zmieniło się w moim życiu przez ostatni miesiąc. Ten moment był dla mnie wyjątkowo ważny. Byłem już tak blisko celu, o którym kiedyś mogłem tylko marzyć – do symbolicznego roku bez alkoholu i narkotyków brakowało zaledwie kilkunastu dni.
Pamiętam, jak jeszcze wtedy myślałem, że kiedy stuknie dokładnie 365 dni, po prostu wrócę do imprez i normalnego picia. Bo przecież zasłużyłem, bo przecież już pokazałem sobie, że potrafię. W głowie układałem scenariusz, w którym po roku trzeźwości znowu mogę „normalnie” wypić, jak gdyby ten czas miał być jedynie przerwą, a nie prawdziwym początkiem.
A jednak coś się we mnie zmieniło. Ten ostatni miesiąc był tak naprawdę okresem dużych zmian w mojej głowie i w moim podejściu do życia. To właśnie w tym czasie podjąłem ważną decyzję: nie chcę już wracać do alkoholu. Nie chcę wracać do tego, co kiedyś wydawało się nieodłącznym elementem mojego życia, a co tak naprawdę mnie ograniczało.
Zacząłem zauważać, jak dobrze mi bez tego wszystkiego, co wcześniej zabierało mi spokój i energię. Codziennie budzę się z poczuciem, że mam przed sobą kolejny dzień, który mogę przeżyć świadomie i w pełni. Uczę się planować kolejne dni, tygodnie, miesiące – na trzeźwo, spokojnie, z jasną głową i z prawdziwym poczuciem wolności, której wcześniej nie znałem.
Ten miesiąc był kluczowy, bo zrozumiałem, że nie chcę już wracać do starych schematów, do krótkotrwałych ucieczek i do poczucia chaosu, które dawał mi alkohol. Chcę budować swoje życie na nowo, z pełnym przekonaniem, że trzeźwość to najlepsze, co mogę sobie dać.
Nie było fajerwerków, nie było „wielkiego dnia”, który wszystko zmienił. Zmiana przyszła małymi krokami, często niezauważalna z dnia na dzień, ale bardzo wyraźna, gdy spojrzałem wstecz. To właśnie ten miesiąc nauczył mnie, że trzeźwość nie kończy się wraz z odhaczonym celem, ale jest drogą, która z każdym tygodniem staje się coraz bardziej zróżnicowana, ale zdecydowanie dostrzegam więcej plusów niż minusów.
Powtarzalne schematy w piciu alkoholu
W pewnym momencie, kiedy spojrzysz na swoje życie z lotu ptaka, zaczynasz dostrzegać powtarzalne schematy, które wcześniej wydawały się „normalne”. Picie w weekend, leczenie kaca w niedzielę, powrót do pracy z obietnicą, że „tym razem będzie inaczej”, próba ogarnięcia się w czwartek i… znów nadchodzi piątek, więc zaczyna się kolejny weekend. I tak tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem wpadasz w tryb, który daje złudne poczucie „życia”, a w rzeczywistości odbiera Ci energię, czas i poczucie wolności.
W pewnym momencie przestajesz żyć naprawdę, a zaczynasz funkcjonować od kaca do kaca, od weekendu do weekendu, od jednej „okazji” do drugiej. Wydaje Ci się, że to jest rozluźnienie, nagroda za ciężki tydzień. Ale prawda jest taka, że pijesz po to, aby uciec od tego, jak naprawdę się czujesz, a potem wracasz do tej samej codzienności, tylko z jeszcze większym zmęczeniem i poczuciem chaosu.
Z czasem te powtarzalne schematy stają się jak klatka, którą sam sobie budujesz. Trzeźwienie pozwala to zobaczyć. Zaczynasz dostrzegać, że sobota rano może być piękna bez kaca, a niedziela nie musi być dniem lęku i obiecywania sobie, że „od jutra” coś zmienisz.
Jeśli w którymś momencie poczujesz, że chcesz się z tego schematu wyrwać – pamiętaj, że możesz. Ten cykl naprawdę można przerwać. I zyskujesz coś znacznie cenniejszego niż tylko brak kaca: spokój, prawdziwe poczucie wolności i życie, które wreszcie jest Twoje.
Trzeźwość nie jest końcem czegoś fajnego, ale początkiem życia, które jest naprawdę Twoje. Każdy dzień bez alkoholu to krok w stronę wolności, której wcześniej mogłeś nawet nie znać.