No to zdrówko

„No to zdrówko!” – ile razy każdy z nas słyszał to zdanie przy stole, na imprezie, urodzinach czy nawet przy „szybkiej setce” w garażu. Zawsze brzmi niewinnie, wręcz serdecznie. Jakbyśmy pili na zdrowie – swoje czy czyjeś. Paradoks w tym, że to, co lejemy do kieliszka, nie ma ze zdrowiem nic wspólnego. Alkohol to toksyna, która systematycznie niszczy organizm – i to dosłownie od środka.

Ja sam przez 20 lat wlewałem w siebie tę truciznę, wierząc, że to część życia, zabawy i „normalności”. Prawda była inna – marnowałem swoje zdrowie, relacje, czas i energię. Piłem na umór, a moje „zdrowie” kończyło się na tym, że budziłem się z kacem, bólem głowy i wyrzutami sumienia.

Alkohol – cichy złodziej

Alkohol nie działa od razu jak trucizna, która powala na miejscu. To podstępny przeciwnik – powoli i systematycznie uszkadza kolejne układy w naszym organizmie. Na początku wydaje się, że nic się nie dzieje – kac mija, życie toczy się dalej. Ale w tle zachodzą procesy, które latami wyniszczają ciało i mózg. Oto najważniejsze obszary, które alkohol niszczy krok po kroku:

• Mózg – spożywanie alkoholu prowadzi do zaburzeń w przekazywaniu sygnałów między neuronami. Tzw. „urwany film” to w rzeczywistości epizod amnezji alkoholowej, wynikający z zaburzeń w hipokampie – strukturze odpowiedzialnej za konsolidację pamięci. Długotrwałe picie przyspiesza neurodegenerację i zwiększa ryzyko chorób otępiennych, takich jak Alzheimer czy demencja alkoholowa.

• Wątroba – alkohol jest metabolizowany głównie w wątrobie przez enzymy (m.in. dehydrogenazę alkoholową). W procesie powstaje toksyczny aldehyd octowy, który uszkadza komórki wątrobowe. Regularne picie prowadzi do stłuszczenia wątroby, zapalenia alkoholowego, a w dalszej perspektywie do marskości – czyli nieodwracalnego bliznowacenia tego narządu.

• Układ sercowo-naczyniowy – alkohol powoduje podwyższenie ciśnienia tętniczego, zaburzenia rytmu serca (arytmie, szczególnie tzw. „holiday heart syndrome”) oraz sprzyja rozwojowi kardiomiopatii alkoholowej, czyli osłabienia mięśnia sercowego. Zwiększa także ryzyko udaru niedokrwiennego i krwotocznego mózgu.

Moje 20 lat „na zdrówko”

Dzisiaj wiem, że przez dwie dekady trułem swój organizm. Uciekałem od rzeczywistości, zalewałem emocje i problemy procentami. Wydawało mi się, że to forma relaksu, a tak naprawdę to była powolna autodestrukcja. Najgorsze, że to działo się na moich oczach, a ja udawałem, że tego nie widzę.

Wiesz, co jest w tym wszystkim najbardziej przewrotne? Że nawet jak alkohol rozwala ci życie, to wciąż wzniecasz toast i mówisz „Na zdrowie!”. Jakbyś zaklinał rzeczywistość.

Dzisiaj jest inaczej

Nie piję od ponad roku i wiem jedno: prawdziwe zdrowie zaczęło się dopiero wtedy, kiedy przestałem pić. Mózg odzyskał jasność, ciało oddech, a życie – sens. Teraz, kiedy słyszę „No to zdrówko”, myślę sobie: najzdrowsze, co mogłem dla siebie zrobić, to odstawić alkohol.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *